×
Dziękujemy
Soki zostały dodane do koszyka
Kontynuuj zakupy Przejdź do koszyka

WOLNO JEŚĆ WOLNO. SLOW FOOD

Kebab z sieciowego baru zjedzony po imprezie. Pizza na dowóz późnym wieczorem, kiedy w lodówce zamiast zakupów jest tylko światło. Mrożone pierogi z supermarketu, bo zabrakło czasu na obiad. Żywieniowe ścieżki na skróty można wyliczać bez końca.

Wszystko sprowadza się do jednego, bardzo szerokiego pojęcia – fast food.

Choć dziś to hasło kojarzy się bardziej z hamburgerem niż życiową filozofią, „kartonowe” jedzenie gotowe w kilka minut to tylko jeden z elementów tego zachodniego trendu.

Podejście „wszystko na wczoraj” zaszło stanowczo za daleko. Pęd, który przejmuje kolejne aspekty codzienności, zadomowił się także w kulturze jedzenia. Po co? Przecież szczęścia nie odgrzejemy w mikrofalówce.

 

 

Opozycja
Slow food to swego rodzaju żywieniowy protest. Manifest przeciwko taśmowości, globalizacji, zabijaniu regionalizmu.

Idea jest prosta: cieszyć się jedzeniem.

Twórcy tego ruchu chcą dawać drugie życie potrawom charakterystycznym dla lokalnych społeczności, ocalić od zapomnienia rośliny i zwierzęta występujące w konkretnych ekosystemach. Promują produkty naturalne, nieprzetworzone, pochodzące z małych, często rodzinnych firm.

Pragną przekonać konsumenta, że warto jeść lepiej.

 

 

Posiłek ma znaczenie
Odżywianie to nie tylko niezbędna do życia czynność fizjologiczna. Często stanowi celebrację, element relaksu lub po prostu zwyczajową przyjemność.

Traktowanie go z lekceważeniem odbiera smak codzienności, zatraca pierwotne przekonanie, że można i trzeba żyć bardziej.

Skoro indywidualizm i niepowtarzalność są dla nas ważne, dlaczego nie przełożymy tego na swój talerz?

Jeśli slow food można nazwać sposobem na życie, to jest to niewątpliwie dobra propozycja. Doceniając to, co mamy w najbliższym otoczeniu, paradoksalnie zyskamy szerszą perspektywę.

Wróćmy do korzeni. Tylko powolutku.