×
Dziękujemy
Soki zostały dodane do koszyka
Kontynuuj zakupy Przejdź do koszyka

GLUTEN NA SUMIENIU, CZYLI MOJE 30 DNI W NATURZE

„A jak odnosisz się do zdrowego trybu życia?” zapytał mnie mój wówczas jeszcze potencjalny szef podczas rozmowy o pracę. Odpowiedziałam, że jak większość – tak sobie. Wiem, co powinno się jeść, a czego lepiej unikać. Znam podstawowe zasady odżywiania, jednak często zwyczajnie nie chce mi się wprowadzać ich w życie. Kanapka z serem może i nie jest ekskluzywna, ale za to szybka i niezbyt wymagająca.

Kiedy powiedział, że to się może zmienić, nie byłam przekonana – przy wdrażaniu zdrowych nawyków wykazuję na ogół szczególną oporność.

Pierwsze dni w pracy nigdy nie są łatwe. Szczególnie, gdy twoi współpracownicy są fit i eko, a ty na kolację jadłaś hamburgera. O 22.

Poznawanie Natury od kuchni to zaskakujący proces. Ludzie tutaj są naprawdę zdeterminowani. Jeśli ktoś nie wpuszcza drzwiami, zwyczajnie wchodzi się oknem.  Nikomu nie przeszkadzało, że jestem najmłodsza, więc i ja dobrze się z tym czułam. No, może nie zawsze.

Dla moich współpracowników wszystko było „cool”. Cool pomysły, cool pogoda, cool reklama. COOL – kto jeszcze tak mówi? Trudno było ich przekonać, że to słowo jest już niemodne i cechuje raczej wesołych wujków niż energiczny zespół. Ale nic straconego. Skoro oni chcą nauczyć mnie zdrowego odżywiania, to ja mogę nauczyć ich, co jest naprawdę cool.

„MAM FAJNĄ PRACĘ”, mówię teraz znajomym. I choć nie wyrzekłam się tłuszczu, mięsa czy glutenu, nie czuję, że odstaję od reszty. Razem robimy coś dobrego. A jeśli hamburgery po 21 zaczęły budzić we mnie pewne wątpliwości – myślę, że wszyscy odnieśliśmy sukces.